Z dedykacją dla obiecanej pierwszej czytelniczki ;>
♥ ♣ ♦ ♠
"Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!"
♥ ♣ ♦ ♠
- Alice! Obudź się, czas wracać do domu. – wesoły głos
siostry wyrwał siedmiolatkę ze snu. Przez chwilę patrzyła zdezorientowana na
otaczający ją krajobraz. Leżała na łące pełnej kwiatów, nieopodal przepływał
strumień, zaś z oddali wyraźnie widziała swój dom. Kawałek dalej pod drzewem
siedziała mała Lorina bawiąc się ulubioną lalką… Wszystko było tak normalne,
tak zwyczajne. Obrazy, które niedawno zdawały się być tak żywe musiały być
jedynie niesamowitym snem.
Mimo woli Alice poczuła żal, że tamten świat nie był realny.
Tamten świat i jego mieszkańcy, których tak prędko polubiła. Lepiej było
zapomnieć, tak jak zapominała o wszystkich snach, nawet tych najpiękniejszych.
♥ ♣ ♦ ♠
12 lat później.
- Harry, powiedz Lorinie by się pośpieszyła inaczej się
spóźnimy! – zawołała przejęta Alicja po raz kolejny poprawiając przed lustrem
swoje misternie ułożone, złote loki. Dzisiejszy dzień był ważny dla Margaret.
Alice wiedziała, że nie darowałaby sobie, gdyby popsuła siostrze radość z
przyjęcia zaręczynowego spóźniając się lub znów popełniając jakąś gafę.
Patrząc w lustro znów poczuła, że to wszystko ją przerasta.
Wciąż nie udawało jej się sprostać oczekiwaniom bliskich.
- Może nie nadaję się do tego świata… - powiedziała z
westchnieniem wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. – Ciekawe jak
wyglądałoby moje życie po drugiej stronie lustra. – dodała z uśmiechem,
wkładając kapelusz.
- Lorina zaraz zejdzie. Zaczekam na was na zewnątrz. –
usłyszała nagle głos swojego brata. – Pięknie wyglądasz Alice. – uśmiechnął się
do niej zanim znikł w korytarzu.
Alice uśmiechnęła się blado do swojego odbicia w lustrze.
Sama nie wiedziała czemu, ale jej myśli znów popłynęły w stronę snu. Powtarzał
się niemal co noc. Od tylu lat. Nigdy nie potrafiła pozbyć się tych obrazów,
tych dziwacznych postaci…
Oparła się o lustro czując, że kręci jej się w głowie. Czuła
jakby spadała w dół, choć wiedziała iż cały czas stoi w salonie. Miała
wrażenie, że robi jej się ciemno przed oczyma. Po chwili niemiłe uczucie minęło.
Spojrzała w lustro, chcąc po raz kolejny poprawić włosy i zamarła. W lustrze nie
było jej odbicia. Zupełnie jakby spoglądała przez okno na własny salon.
Widziała jak w wejściu pojawia się Lorina. Alice gwałtownie się odwróciła
jednak nie było tu jej siostry. Ba, nawet jej własny dom nie był jej domem.
Czuła jak ogarnia ją panika. Nie wiedziała czy śni czy może
zwariowała. Co się z nią działo? Te wszystkie dziwne sytuacje, sny, natrętne
myśli… a teraz to. Halucynacje? Czy to oznaczało iż jest chora.
Oderwała wzrok od salonu i zaniepokojonej siostry by
rozejrzeć się po otoczeniu. Miała wrażenie, że widziała już kiedyś ten dom…
Wnętrze urządzono dość ekscentrycznie. Kolory nie pasowały
do siebie. Wszystko było dziwne, jakby odbite w krzywym zwierciadle.
Honorowe miejsce w salonie zajmował stół zastawiony do
popołudniowej herbaty. Po chwili namysłu Alice usiadła w stojącym u szczytu
stołu fotelu. Musiała odetchnąć, zebrać myśli. Tępo wpatrywała się w stojącą
przed nią filiżankę, gdy usłyszała szczęk klucza w zamku, a następnie czyjeś
kroki na skrzypiącej, drewnianej podłodze.
- Alice? - usłyszała pełen zdumienia głos. Znajomy głos.
Podniosła wzrok na równie znajomą postać.
- Kapelusznik… - wyszeptała nawet nie zdając sobie z tego
sprawy.