wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 1.

Rozdział 1. 

Czyli dość banalny i przewidywalny, ale się rozkręci ;>



♥ ♣ ♦ ♠


How can you see into my eyes like open doors
Leading you down into my core
Where I've become so numb without a soul
My spirit's sleeping somewhere cold
Until you find it there and lead it back Home

♥ ♣ ♦ ♠


- Pamiętasz mnie Alice?
- Śnisz mi się, prawda? Teraz też śpię… - powiedziała jednak widząc jego wzrok zawahała się. Miała wrażenie, że źle odpowiedziała i znów popełniła jakąś gafę, której nie umiała sprostować. Wpatrywała się w postać w kapeluszu nie wiedząc co powiedzieć. Znała go. Często widywała go w snach. Tak jak Białego Królika, Zająca, uśmiechniętego Kota czy dwie prześliczne siostry wyglądające niczym baśniowe księżniczki.
Obejrzała się na wiszące w salonie lustro, jednak nie widziała w nim już swojego salonu tylko własne odbicie.
Kapelusznik przeniósł wzrok z Alice na lustro, po czym znów popatrzył na nią. Nic nie powiedział dając jej czas. Nalał sobie jedynie filiżankę herbaty i usiadł naprzeciw niej.
- Wiem, że Cię znam – odezwała się w końcu Alicja. – W każdym razie wciąż mi się śnisz. Ty i wielki stół stale zastawiony do podwieczorku.
Zaśmiał się słysząc jej słowa.
- Więc pamiętasz! Czas się na nas obraził…
- …za próbę zabicia go. – pokończyła nagle czując irracjonalną radość, jak dziecko które przypomniało sobie odpowiedź na trudne pytanie.
- Dlatego wciąż pijemy popołudniową herbatkę – powiedział z rozbawieniem, by po chwili gwałtownie spoważnieć. – Ale teraz to się zmieni. W końcu wróciłaś. Długo musieliśmy na Ciebie czekać Alice.
- Powiedz mi tylko. Czy to również jest sen? – spytała nie wiedząc już co myśleć.
- Gdyby to był tylko sen Alice, znaczyłoby to, że wcale nie jestem prawdziwy…
 
♥ ♣ ♦ ♠

Now that I know what I'm without
You can't just leave me
Breathe into me and make me real
Bring me to life

♥ ♣ ♦ ♠


Całe Marmoreal aż kipiało od przygotowań do koronacji. Z chwili na chwilę przyszła królowa – Mirana – czuła coraz większe zdenerwowanie. Nic nie szło jak trzeba. Żaden z najważniejszych dla niej gości jeszcze się nie pojawił. Księżna zwykle się nie spóźniała, podobnie jak Kapelusznik. Czyżby coś się stało? I jeszcze Iracebeth… Biedna, kochana Bethy. Tak bardzo chciała być królową. Była starsza, a jednak została odsunięta od tronu.
Mirana aż nadto dobrze wiedziała co działo się z jej siostrą. Znała na wylot jej charakter, by bez trudu dostrzec jej frustrację i rozczarowanie. Wiedziała iż siostra miała do niej żal, choć nie mówiła tego wprost.
- Prześliczna suknia. – mruknęła Iracebeth przyglądając się ostatnim poprawkom czynionym w kreacji siostry.
- Mam nadzieję, że nie masz do mnie żalu Bethy. – odezwała się Mirana – Dobrze wiesz dlaczego ojciec tak zdecydował. I tak zostaniesz królową. Ojciec od początku starał się o to małżeństwo…
- Nie chce za niego wychodzić! – powiedziała zirytowana Iracebeth. Odkąd tylko ojciec przyjął oświadczyny Czerwonego Króla o rękę starszej z sióstr, wciąż życzyła swemu przyszłemu mężowi jak najszybszej śmierci. Co innego mogła zrobić? Od zawsze pragnęła korony. Co miała powiedzieć? Przyznać się, że kochała kogoś innego. Niewłaściwego, nieodpowiedniego dla niej… Gdyby zamiast Mirany mogła zostać królową nie wychodząc za nikogo za mąż. Czemu to jej siostra zawsze musiała mieć wszystko co najlepsze?
Napotkała zatroskany wzrok Mirany. Nienawidziła tego spojrzenia. Wiedziała jak wielką manipulatorską była jej siostra. Każdego umiała przekonać, rozkochać, sprawić by spełniał każdą jej zachciankę. Najgorsze było iż mimo całej tej wiedzy i starań nie potrafiła oprzeć się urokowi siostry. Może dlatego, że wcale tego nie chciała?
- Wiem kochanie. Też bym tego nie chciała. Chodź tutaj… - wyciągnęła do niej rękę, po czym przytuliła zdenerwowaną siostrę – Obiecuję Ci, że będzie dobrze. Zostanę królowa i dopilnuję byś i Ty mogła spełnić swoje marzenia. Uśmiechnij się Bethy. Zobaczysz, że wszystko się ułoży.
Iracebeth mimo woli uśmiechnęła się, choć czuła iż miałaby chęć płakać. Świat był taki niesprawiedliwy. Chciała powiedzieć siostrze czemu tak bardzo było jej ciężko, jednak nie zdążyła. Do komnaty weszła Księżna.
- Jak miło was widzieć. Czasem patrząc na was sama żałuję, że nie mam siostry – powiedziała na powitanie, uściskawszy obie przyjaciółki.
- Zapomniałabym… - dodała zwracając się do Iracebeth – Macie niespodziewanego gościa z  Salazen Grum.
Twarz Iracebeth wyraźnie się rozpromieniła.
- Wybacz siostrzyczko, nie mogę trzymać gościa na dziedzińcu – odpowiedziała nie kryjąc radości z nowiny.
Gdy tylko Iracebeth opuściła komnatę Księżna i Mirana nie mogły powstrzymać się od śmiechu. Dopiero po dłuższej chwili spoważniały.
- Wiedziałaś, że twoja siostra kocha się w Walecie Kier? – spytała rozbawiona Księżna
- Spodziewałam się tego – odpowiedziała Mirana nieco zmieszana – Widziałam jak na niego patrzy. Czasem mam wrażenie, że Stayne musi być ślepy nie widząc tego.
- Albo nie chce tego widzieć. – dodała Księżna nieświadoma tego jak wielki niepokój wzbudziły jej słowa w Miranie...

Iracebeth pośpiesznie wybiegła na dziedziniec. Niemal od razu dostrzegła jego postać. Wiedziała, że powinna się nieco opanować, jednak ostatnie dni były zbyt trudne by teraz zmuszać się do zachowywania udawanej powagi. Podbiegła do młodzieńca niemal rzucając mu się na szyję.
- Bałam się, że nie przyjedziesz – powiedziała uścisnąwszy go mocno
- Miałbym przegapić tak ważny dzień? – odpowiedział
Iracebeth poczuła nagłe ukłucie zazdrości. Więc nie przyjechał tu dla niej tylko na koronację Mirany. Spojrzała w oczy*** Waleta Kier.
- Brakowało nam ciebie – powiedziała o wiele bardziej beznamiętnie. – Zapewne chcesz się zobaczyć z Miraną.
- Czytasz mi w myślach Beth.
Uśmiechnęła się z nieukrywaną frustracją.
- Zapewne Mirana bardzo się ucieszy. – dodała, choć w myślach życzyła siostrze wszystkiego co najgorsze.
Dlaczego tak musiało być? Dlaczego musiała oczarować nawet jego? Podła wiedźma musiała mieć wszystko i wszystkich. Przy Miranie Stayne nigdy nie zwracał uwagi na nikogo innego. Wystarczyło by była choćby w pobliżu by zająć jego myśli.
Iracebeth przypomniała sobie jak jeden jedyny raz miała okazję spotkać Waleta Kier będąc z dala od siostry. Czuła się wtedy tak cudownie, zupełnie jakby była królową jego serca. Wyobrażała sobie wówczas dzień gdy zasiądzie na tronie. Z nim u swego boku. Gdyby nie przeklęta Mirana, która musiała zniszczyć każde jej marzenie…
Wróciła na zamek wraz z gościem. Mirana i Księżna nadal siedziały w komnacie i dyskutowały o czymś z ożywieniem. Kątem oka zauważyła jak Stayne patrzył na jej siostrę. Mirana zawsze była piękna. Dziś szczególnie…
- Pewnie chcielibyście chwilkę porozmawiać – powiedziała, po czym spojrzała znacząco na Księżną, która momentalnie pojęła aluzję.
Obie opuściły komnatę zostawiając Miranę i Ilosovic’a samych.
- Iracebeth, coś się stało? – spytała ostrożnie Księżna kiedy znalazły się w głównej sali.
- Zostaw mnie! – krzyknęła wściekła Iracebeth. Miała już dosć udawania i wścibskich pytań. Oczywiście, że się stało! Jeszcze miała czelność się pytać. – Chce zostać sama. – dodała nieco spokojniej.
Musiała się uspokoić, jakoś zebrać myśli…
Kiedy tylko Księżna wyszła, poczuła iż może odetchnąć. Za wszelką cenę musiała coś zrobić, choć nie miała pojęcia co. Przez chwilę krążyła po sali niczym zwierzę zamknięte w klatce. Gdyby tylko mogła wiedzieć o czym rozmawiali, usłyszeć choć strzęp rozmowy by upewnić się, że to tylko urok Mirany, nic więcej…

- Cieszę się, że przyjechałeś – odezwała się Mirana, uśmiechnąwszy się na powitanie.
Zawsze cieszył ją jego widok. Nie miała pojęcia czemu. Tak wiele ich łączyło, praktycznie wszystko. Królowa Kier i cała jej rodzina byli wrogami. Wszyscy prócz niego.
Spuściła wzrok gdy ujął jej dłoń i ucałował ją na powitanie.
- Nie mogłem przegapić tak ważnego dnia królowo.
- Jeszcze nie jestem królową – odpowiedziała sama nie wiedząc czemu czuła się tak niezręcznie.
Może to poczucie winy? Bethy tak bardzo przeżywała sprawę z koronacją i wymuszonym małżeństwem. Czuła się podle odbierając jej jeszcze to. Od początku wiedziała jak bardzo jej siostra zadurzyła się w Walecie Kier. To z Bethy powinien teraz rozmawiać…
Zmieszana podniosła wzrok na stojącego przed nią bruneta.
- Zawsze nią byłaś. – powiedział ujmując jej twarz w dłonie. – Wybacz mi zuchwałość królowo…
Poczuła jak serce zabiło jej szybciej. Nie wiedziała tylko czy z emocji czy ze zwykłego zdenerwowania tą sytuacją.
Kiedy poczuła jego usta na swoich, chaos w jej myślach stał się jeszcze większy. Miała chęć go odepchnąć, powiedzieć mu iż tym zachowaniem ją obraża. Była zła na samą siebie, że tego nie zrobiła. Zamiast tego jedynie objęła go odwzajemniając pocałunek.
Dla stojącej w niedomkniętych drzwiach Iracebeth było to zbyt wiele. W tej właśnie chwili zdała sobie sprawę jak bardzo nienawidzi swojej siostry.
Nienawidzi jej z całego serca…
 
♥ ♣ ♦ ♠






***Walet chwilowo ma jeszcze dwoje oczu ;)