Czyli dość banalny i przewidywalny, ale się rozkręci ;>
♥ ♣ ♦ ♠
How can you see into my eyes like open
doors
Leading you down into my core
Where I've become so numb without a soul
My spirit's sleeping somewhere cold
Until you find it there and lead it back Home
Leading you down into my core
Where I've become so numb without a soul
My spirit's sleeping somewhere cold
Until you find it there and lead it back Home
♥ ♣ ♦ ♠
- Pamiętasz mnie
Alice?
- Śnisz mi się,
prawda? Teraz też śpię… - powiedziała jednak widząc jego wzrok zawahała się.
Miała wrażenie, że źle odpowiedziała i znów popełniła jakąś gafę, której nie
umiała sprostować. Wpatrywała się w postać w kapeluszu nie wiedząc co
powiedzieć. Znała go. Często widywała go w snach. Tak jak Białego Królika,
Zająca, uśmiechniętego Kota czy dwie prześliczne siostry wyglądające niczym
baśniowe księżniczki.
Obejrzała się na
wiszące w salonie lustro, jednak nie widziała w nim już swojego salonu tylko
własne odbicie.
Kapelusznik przeniósł
wzrok z Alice na lustro, po czym znów popatrzył na nią. Nic nie powiedział
dając jej czas. Nalał sobie jedynie filiżankę herbaty i usiadł naprzeciw niej.
- Wiem, że Cię
znam – odezwała się w końcu Alicja. – W każdym razie wciąż mi się śnisz. Ty i
wielki stół stale zastawiony do podwieczorku.
Zaśmiał się
słysząc jej słowa.
- Więc
pamiętasz! Czas się na nas obraził…
- …za próbę
zabicia go. – pokończyła nagle czując irracjonalną radość, jak dziecko które
przypomniało sobie odpowiedź na trudne pytanie.
- Dlatego wciąż
pijemy popołudniową herbatkę – powiedział z rozbawieniem, by po chwili
gwałtownie spoważnieć. – Ale teraz to się zmieni. W końcu wróciłaś. Długo
musieliśmy na Ciebie czekać Alice.
- Powiedz mi
tylko. Czy to również jest sen? – spytała nie wiedząc już co myśleć.
- Gdyby to był
tylko sen Alice, znaczyłoby to, że wcale nie jestem prawdziwy…
♥ ♣ ♦ ♠
Now that I know what I'm without
You can't just leave me
Breathe into me and make me real
Bring me to life
You can't just leave me
Breathe into me and make me real
Bring me to life
♥ ♣ ♦ ♠
Całe Marmoreal
aż kipiało od przygotowań do koronacji. Z chwili na chwilę przyszła królowa –
Mirana – czuła coraz większe zdenerwowanie. Nic nie szło jak trzeba. Żaden z
najważniejszych dla niej gości jeszcze się nie pojawił. Księżna zwykle się nie
spóźniała, podobnie jak Kapelusznik. Czyżby coś się stało? I jeszcze Iracebeth…
Biedna, kochana Bethy. Tak bardzo chciała być królową. Była starsza, a jednak
została odsunięta od tronu.
Mirana aż nadto
dobrze wiedziała co działo się z jej siostrą. Znała na wylot jej charakter, by
bez trudu dostrzec jej frustrację i rozczarowanie. Wiedziała iż siostra miała
do niej żal, choć nie mówiła tego wprost.
- Prześliczna
suknia. – mruknęła Iracebeth przyglądając się ostatnim poprawkom czynionym w
kreacji siostry.
- Mam nadzieję,
że nie masz do mnie żalu Bethy. – odezwała się Mirana – Dobrze wiesz dlaczego
ojciec tak zdecydował. I tak zostaniesz królową. Ojciec od początku starał się
o to małżeństwo…
- Nie chce za
niego wychodzić! – powiedziała zirytowana Iracebeth. Odkąd tylko ojciec przyjął
oświadczyny Czerwonego Króla o rękę starszej z sióstr, wciąż życzyła swemu przyszłemu
mężowi jak najszybszej śmierci. Co innego mogła zrobić? Od zawsze pragnęła
korony. Co miała powiedzieć? Przyznać się, że kochała kogoś innego. Niewłaściwego,
nieodpowiedniego dla niej… Gdyby zamiast Mirany mogła zostać królową nie
wychodząc za nikogo za mąż. Czemu to jej siostra zawsze musiała mieć wszystko
co najlepsze?
Napotkała
zatroskany wzrok Mirany. Nienawidziła tego spojrzenia. Wiedziała jak wielką manipulatorską
była jej siostra. Każdego umiała przekonać, rozkochać, sprawić by spełniał
każdą jej zachciankę. Najgorsze było iż mimo całej tej wiedzy i starań nie
potrafiła oprzeć się urokowi siostry. Może dlatego, że wcale tego nie chciała?
- Wiem kochanie.
Też bym tego nie chciała. Chodź tutaj… - wyciągnęła do niej rękę, po czym
przytuliła zdenerwowaną siostrę – Obiecuję Ci, że będzie dobrze. Zostanę
królowa i dopilnuję byś i Ty mogła spełnić swoje marzenia. Uśmiechnij się
Bethy. Zobaczysz, że wszystko się ułoży.
Iracebeth mimo
woli uśmiechnęła się, choć czuła iż miałaby chęć płakać. Świat był taki
niesprawiedliwy. Chciała powiedzieć siostrze czemu tak bardzo było jej ciężko,
jednak nie zdążyła. Do komnaty weszła Księżna.
- Jak miło was
widzieć. Czasem patrząc na was sama żałuję, że nie mam siostry – powiedziała na
powitanie, uściskawszy obie przyjaciółki.
- Zapomniałabym…
- dodała zwracając się do Iracebeth – Macie niespodziewanego gościa z Salazen Grum.
Twarz Iracebeth
wyraźnie się rozpromieniła.
- Wybacz
siostrzyczko, nie mogę trzymać gościa na dziedzińcu – odpowiedziała nie kryjąc
radości z nowiny.
Gdy tylko
Iracebeth opuściła komnatę Księżna i Mirana nie mogły powstrzymać się od
śmiechu. Dopiero po dłuższej chwili spoważniały.
- Wiedziałaś, że
twoja siostra kocha się w Walecie Kier? – spytała rozbawiona Księżna
- Spodziewałam
się tego – odpowiedziała Mirana nieco zmieszana – Widziałam jak na niego
patrzy. Czasem mam wrażenie, że Stayne musi być ślepy nie widząc tego.
- Albo nie chce
tego widzieć. – dodała Księżna nieświadoma tego jak wielki niepokój wzbudziły
jej słowa w Miranie...
Iracebeth pośpiesznie
wybiegła na dziedziniec. Niemal od razu dostrzegła jego postać. Wiedziała, że
powinna się nieco opanować, jednak ostatnie dni były zbyt trudne by teraz
zmuszać się do zachowywania udawanej powagi. Podbiegła do młodzieńca niemal
rzucając mu się na szyję.
- Bałam się, że
nie przyjedziesz – powiedziała uścisnąwszy go mocno
- Miałbym
przegapić tak ważny dzień? – odpowiedział
Iracebeth
poczuła nagłe ukłucie zazdrości. Więc nie przyjechał tu dla niej tylko na
koronację Mirany. Spojrzała w oczy*** Waleta Kier.
- Brakowało nam
ciebie – powiedziała o wiele bardziej beznamiętnie. – Zapewne chcesz się
zobaczyć z Miraną.
- Czytasz mi w
myślach Beth.
Uśmiechnęła się
z nieukrywaną frustracją.
- Zapewne Mirana
bardzo się ucieszy. – dodała, choć w myślach życzyła siostrze wszystkiego co
najgorsze.
Dlaczego tak
musiało być? Dlaczego musiała oczarować nawet jego? Podła wiedźma musiała mieć
wszystko i wszystkich. Przy Miranie Stayne nigdy nie zwracał uwagi na nikogo
innego. Wystarczyło by była choćby w pobliżu by zająć jego myśli.
Iracebeth
przypomniała sobie jak jeden jedyny raz miała okazję spotkać Waleta Kier będąc
z dala od siostry. Czuła się wtedy tak cudownie, zupełnie jakby była królową
jego serca. Wyobrażała sobie wówczas dzień gdy zasiądzie na tronie. Z nim u
swego boku. Gdyby nie przeklęta Mirana, która musiała zniszczyć każde jej
marzenie…
Wróciła na zamek
wraz z gościem. Mirana i Księżna nadal siedziały w komnacie i dyskutowały o
czymś z ożywieniem. Kątem oka zauważyła jak Stayne patrzył na jej siostrę.
Mirana zawsze była piękna. Dziś szczególnie…
- Pewnie
chcielibyście chwilkę porozmawiać – powiedziała, po czym spojrzała znacząco na
Księżną, która momentalnie pojęła aluzję.
Obie opuściły
komnatę zostawiając Miranę i Ilosovic’a samych.
- Iracebeth, coś się stało? – spytała ostrożnie
Księżna kiedy znalazły się w głównej sali.
- Zostaw mnie! –
krzyknęła wściekła Iracebeth. Miała już dosć udawania i wścibskich pytań.
Oczywiście, że się stało! Jeszcze miała czelność się pytać. – Chce zostać sama.
– dodała nieco spokojniej.
Musiała się
uspokoić, jakoś zebrać myśli…
Kiedy tylko
Księżna wyszła, poczuła iż może odetchnąć. Za wszelką cenę musiała coś zrobić,
choć nie miała pojęcia co. Przez chwilę krążyła po sali niczym zwierzę
zamknięte w klatce. Gdyby tylko mogła wiedzieć o czym rozmawiali, usłyszeć choć
strzęp rozmowy by upewnić się, że to tylko urok Mirany, nic więcej…
- Cieszę się, że
przyjechałeś – odezwała się Mirana, uśmiechnąwszy się na powitanie.
Zawsze cieszył
ją jego widok. Nie miała pojęcia czemu. Tak wiele ich łączyło, praktycznie
wszystko. Królowa Kier i cała jej rodzina byli wrogami. Wszyscy prócz niego.
Spuściła wzrok
gdy ujął jej dłoń i ucałował ją na powitanie.
- Nie mogłem
przegapić tak ważnego dnia królowo.
- Jeszcze nie
jestem królową – odpowiedziała sama nie wiedząc czemu czuła się tak
niezręcznie.
Może to poczucie
winy? Bethy tak bardzo przeżywała sprawę z koronacją i wymuszonym małżeństwem.
Czuła się podle odbierając jej jeszcze to. Od początku wiedziała jak bardzo jej
siostra zadurzyła się w Walecie Kier. To z Bethy powinien teraz rozmawiać…
Zmieszana
podniosła wzrok na stojącego przed nią bruneta.
- Zawsze nią
byłaś. – powiedział ujmując jej twarz w dłonie. – Wybacz mi zuchwałość królowo…
Poczuła jak
serce zabiło jej szybciej. Nie wiedziała tylko czy z emocji czy ze zwykłego zdenerwowania
tą sytuacją.
Kiedy poczuła
jego usta na swoich, chaos w jej myślach stał się jeszcze większy. Miała chęć
go odepchnąć, powiedzieć mu iż tym zachowaniem ją obraża. Była zła na samą
siebie, że tego nie zrobiła. Zamiast tego jedynie objęła go odwzajemniając
pocałunek.
Dla stojącej w niedomkniętych
drzwiach Iracebeth było to zbyt wiele. W tej właśnie chwili zdała sobie sprawę
jak bardzo nienawidzi swojej siostry.
Nienawidzi jej z
całego serca…
♥ ♣ ♦ ♠
***Walet chwilowo ma jeszcze dwoje oczu ;)
